Byłam przekonana, że mam zwyczajną rodzinę. Zwyczajny dom, zwyczajne dzieci, zwyczajny mąż. Od sześciu lat jednak zdradzam Tomka z Szymonem. Z jego własnym bratem.

Nie zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia. Właściwie to Szymon zawsze był gdzieś obok, ale nie widziałam w nim niczego więcej niż szwagra. Mieszkał w innym mieście, ożenił się z Anetą, doczekali się córki. Tajemnicą było dla mnie to, że postanowili wrócić całym życiem do naszej miejscowości.
Dokładnie w tym samym czasie, gdy ja i Tomek załatwialiśmy formalności w urzędzie stanu cywilnego. Wpadliśmy do ich nowego mieszkania, żeby wręczyć im zaproszenie na ślub. Pamiętam, że stali wśród kartonów, a ja cały czas myślałam o obrączkach, księdzu i gościach weselnych. Nawet nie zwróciłam na Szymona szczególnej uwagi.
Zauważyłam go dopiero na naszym weselu. Wypatrzyłam go w tłumie gości, gdy podchodzili z Anetą złożyć nam życzenia. I wtedy po raz pierwszy naprawdę poczułam, że on na mnie patrzy. Inaczej niż brat.
Zauważyłam wtedy, że to wysoki, wysportowany blondyn o niebieskich oczach, całkowite przeciwieństwo mojego Tomka, który jest niskiego wzrostu i średniej budowy. Pomyślałam wtedy: „Ładny facet”, i szybko zapomniałam. Pod koniec wesela, gdy wszyscy byli już w dobrych humorach, zbliżył się do mnie przy barze. Tańczyliśmy na środku sali, trzymał mnie za rękę i patrzył z dziwnym błyskiem w oku.
W pewnym momencie nachylił się do mojego ucha i wyszeptał, że jestem piękna i że Tomek trafił w dziesiątkę, a on sam chciałby mieć taką żonę. Uśmiechnęłam się grzecznie. Uznałam, że wypił o jednego za dużo i gada bzdury. Nie pomyślałam o tym nigdy więcej.
Po ślubie polecieliśmy w podróż poślubną, a gdy wróciliśmy, okazało się, że jestem w ciąży. Urodziła się córka. I wtedy wszystko się posypało. Zostaliśmy sami w szarej codzienności, ja w domu, Tomek po godzinach.
On w ogóle nie angażował się w opiekę nad dzieckiem ani w dom. Wszystko było na mojej głowie, a on tylko znikał wieczorami, a gdy wracał, siadał przed telewizorem. Miałam pretensje, że mnie zostawił samą, że mam dość, że nie mam kiedy odetchnąć. To wtedy na nowo zaczęły powracać myśli o Szymonie.
Bo gdy spotykaliśmy się na rodzinnych obiadach, to on patrzył na mnie tak, jakbym była kimś wyjątkowym. Wypytywał, jak się czuję, oferował pomoc. Przy każdej okazji powtarzał, że wciąż o mnie myśli. Przekonywał, że Aneta jest dobrą żoną, ale on jej tak nie kocha.
Że tylko na mnie czeka. Początkowo powtarzałam sobie, że to czcze gadanie, że każdy ma jakiś tam flirt w głowie, że mi to pochlebia, ale nic z tego nie będzie. Ale gdy mój własny dom zamieniał się w pole bitwy, a Tomek wracał niewiele wcześniej niż do rana, Szymon stał się dla mnie tym kimś, kto dostrzegał, kim naprawdę jestem. Pewnego razu powiedziałam mu wprost, że kocham męża i nie mogę mu zrobić czegoś takiego.
Wymyśliłam sobie, że to koniec tematu. Zapadła cisza. Rozejśliśmy się. Nie wiedziałam wtedy, że to tylko gra pozorów.
Najtrudniejsze jest to, że wcale nie spadła na mnie nagle jakaś wielka miłość. To było coś dużo gorszego. Wiedziałam dokładnie, co robię. Jechałam do galerii handlowej, a serce biło mi jak szalone, bo wiedziałam, że zaraz zobaczę jego samochód.
To był nasz stały rytuał, nasze miejsce, gdzie szeptał mi do ucha, że za mną szaleje. Tamtego dnia weszłam do kawiarni, a on czekał już na mnie, z dwiema kawami na stoliku. Wyciągnęłam do niego rękę, a on zaczął mówić, że mam zostawić Tomka, że jestem mu przeznaczona, że te sześć lat wystarczy. Mówił tak, że ciężko było oddychać.
Mówił, że już nie ma siły wracać do Anety i udawać, że wierzy w ich małżeństwo. Że każdego dnia, gdy widzi, że jadę do domu brata, chce wszystko zostawić. Siedziałam naprzeciwko niego, z ręką w jego dłoni i słuchałam, a w głowie miałam totalny chaos. Bo przecież wtedy miałam już żal do Tomka o wszystko.
Gdy urodziła się nasza córka, a on nie wstał ani razu w nocy, gdy powiedziałam mu, że jestem zmęczona, a on wzruszył ramionami, coś we mnie pękło. I wtedy przypomniałam sobie, jak wracałam z galerii dwa lata wcześniej i zobaczyłam go w przeszklonej kawiarni. Naprzeciw niego siedziała inna dziewczyna. Śmiała się z czegoś, a on łapał jej dłoń.
Więc po prostu stanęłam w drzwiach i patrzyłam. Wtedy nawet do siebie nie przyznałam, jak bardzo to we mnie uderzyło. Ale później, gdy w domu leżałam obok niego w łóżku, szczerzyłam się do sufitu, wracałam do tamtego obrazu. Przez tyle lat nosiłam to w sobie.
I tamto zdjęcie, te spojrzenia, ten śmiech w mojej pamięci wywoływały jedno pytanie: „A może ty też nie jesteś lepszy ode mnie? ”. To była iskra, która rozpaliła ogień, w którym zgubiłam się całkowicie. Szymon wracał do mnie z każdym słowem, z każdą obietnicą, a ja stawałam się coraz bardziej jego.
Z Nim nie musiałam udawać, że jestem szczęśliwa, kiedy moje serce nie chciało już wracać do domu. Minął rok, dwa lata. Zaszłam z Szymonem w ciążę. Gdy mu o tym powiedziałam, oczy mu rozbłysły.
Nalegał, żebym go zostawiła, żebym wzięła córkę i przeprowadziła się do jego domu, do niego. Ale ja wiedziałam, że dzieci są jeszcze zbyt małe. Wiedziałam, że jeśli się wyda, to stracę wszystko, ale przede wszystkim bałam się o niego. Bo ja przetrwam.
Mam rodziców, mam córkę, jakoś to wszystko udźwignę. On natomiast, gdyby wyszło na jaw, co robimy, straciłby wszystko i wszystkich. Zostałby sam. Aneta zabrałaby mu córkę, Tomek by go znienawidził, matka nie chciałaby go widzieć na oczy.
Więc gdy powiedziałam mu, że nie będzie żadnego dziecka, załamał się. Wtedy po raz pierwszy zrozumiałam, że naprawdę go kocham. Bo widziałam jego ból i czułam to samo. Usunęłam ciążę w zaciszu przychodni, nikt się nie dowiedział.
Ale on popadł w depresję i przestał do mnie mówić. To było najgorsze pół roku w moim życiu. Dopiero dużo później, gdy w końcu usiedliśmy naprzeciwko siebie w tym samym domu, powiedziałam mu tak naprawdę. Przytuliłam go i każde widzenie było jak nóż w sercu, bo wiedziałam, że prędzej czy później ta prawda wyjdzie na jaw.
Przez lata wróciliśmy do siebie. Lecz jedno się zmieniło. Coraz częściej myślałam o tym, że dłużej tak się nie da. Czułam, że moje ciało nie należy do mnie, że kłamstwo, które karmiłam codziennie, w końcu mnie wykończy.
Wszyscy oglądali rodzinne obiady, my udawaliśmy, że jest cudownie. Tomek spokojnie jadł i żartował z bratem, a ja co rusz czułam na swojej nodze dłoń Szymona. Aneta siadała naprzeciwko nas z uśmiechem i powtarzała, jacy to jesteśmy zgodni i że powinnaś wybrać sobie męża jak Szymon. Każde jej słowo wbijało mi nóż w serce.
A ja uśmiechałam się i mówiłam, że trzymamy się razem. Tymczasem po takich obiadach wracaliśmy z Szymonem pod nasz domek na obrzeżach, do naszej kryjówki. Wieczorami już nie wracaliśmy do domów wcześniej niż o drugiej. Czyste szaleństwo.
Wieczorami słuchałam, jak nasze córki rozmawiają przez telefon, i miałam wrażenie, że to jest dom. Jedno jedyne miejsce, gdzie wszystko było tak, jak powinno być. Wtedy właśnie Szymon powiedział na spokojnie, że nie ma zamiaru ukrywać się dłużej. Że mamy dosyć grania.
Podszedł do mnie i odgarnął mi włosy z twarzy. Powiedział, że chce się ze mną obudzić, że chce, żebyśmy tam mieszkali na stałe. Złapałam go za rękę, ale po chwili cofnęłam dłoń. Bo ja już wtedy wiedziałam, że tak po prostu nie może być.
Dziewczynki kończą szkołę, nie mogę im zrobić krzywdy. Tomek jest ojcem mojego dziecka, a Aneta, ta biedna dziewczyna, która ufała bardziej ode mnie. Wiedziałam, że prędzej czy później prawda wyjdzie na jaw, a wtedy będziemy musieli się zmierzyć z ich gniewem, łzami i bólem. Bo każdy związek oparty na kłamstwie musi się rozpaść.
Mimo że tak bałam się o przyszłość, pewnej soboty podjęłam decyzję. Tomek i Aneta z dziećmi pojechali na zakupy, a my zostaliśmy sami. Weszłam do jego pokoju, w którym było pusto. On stał przy oknie z papierosem.
Objęłam go od tyłu i powiedziałam, że chyba czas, żeby wreszcie się ułożyło, że chcę z tym skończyć. Odwrócił się do mnie, spojrzał tymi niebieskimi oczami, a potem pocałował w głowę. Pomyślałam wtedy, że to najlepsza decyzja w moim życiu. Wsunęłam rękę do torebki i wymacałam komórkę.
Wybrałam numer i powiedziałam do słuchawki: „Stary, nie przyjeżdżaj po nas. My już nigdy nie wrócimy”. I wtedy w tle usłyszałam kliknięcie. A potem, już po drugiej stronie, głos, od którego skurczyło mi się całe ciało.
To był Tomek. Zamarłam w progu. Szymon zamarł. Miałam ochotę rzucić telefonem o ścianę, ale wtedy usłyszałam głuchy odgłos.
Wszyscy w domyśle wiedzieli. Po co kłamaliśmy? Uciekłam do kuchni. Usiadłam na krześle.
I poczułam, jak trzęsą mi się ręce. W głowie miałam piaskownicę. Nie wiem, jak długo tak siedziałam, ale w końcu usłyszałam kroki na schodach. Szymon wpadł do kuchni, blady jak ściana.
Powiedział cicho, że Tomek zaraz będzie, że słyszał jej głos w słuchawce. Chwilę później zapadła cisza. Nawet muzyka z pokoju dzieciaków przestała grać. Szymon podszedł do drzwi.
Tomek stał na progu z córką na rękach, a obok niego Aneta z gołymi łokciami w letniej sukience. Mieli przystanek. Tomek postawił córkę na ziemi, a ona pobiegła do mnie. Przytuliłam ją, mocno, i pomyślałam, że zaraz się uduszę.
Potem Tomek podszedł do Szymona. Przez chwilę myślałam, że go uderzy, ale on tylko spojrzał mu w oczy. W końcu się odezwał. Powiedział: „Zajmę się dziećmi, a wy się tu nie pokazujcie”.
Aneta przez chwilę na mnie patrzyła. Widziałam, że płacze. Odwróciła się i wyszła bez słowa. Została tylko jej córka, płacząca nad drzwiami.
Zostało mi tylko jedno. Złapałam córkę za rękę i wyszłam do samochodu. Wsiadłam za kierownicę, a za mną szedł Szymon. Nikt nie zatrzymywał nas, nikt nie krzyczał.
Wpatrywałam się w tylne lusterko tak długo, aż dom zamienił się w mały punkt. Szymon położył dłoń na moim kolanie. Odwzajemniłam uścisk. Wjechaliśmy pod nasz domek, ten na uboczu, gdzie nikt nie zaglądał.
Wysiadłam i rozejrzałam się dookoła. Wszystko zostawiliśmy. I nagle zdałam sobie sprawę, co właśnie zrobiłam. Zostawiłam męża, szwagra, całą rodzinę z dwiema kuzynkami.
Zabrałam córkę, zostawiłam wszystko, co znałam. Szymon podszedł do mnie i przyciągnął do siebie. Nic nie mówił. A ja położyłam mu głowę na ramieniu i płakałam.
Był w tym samym czasie ból i ulga. Weszliśmy do środka. Wszędzie stały kartony. Wiedziałam, że to nasza nowa przystań.
Ale czy prawdziwy dom? Usiadłam na kanapie, ściskając córkę na kolanach. Płakała cicho, nie rozumiejąc, czemu nagle mama zabrała ją od taty. A ja nie umiałam jej tego wytłumaczyć.
Bo ja sama przestałam cokolwiek rozumieć. Zostaliśmy sami. Dwie dorosłe osoby, które popełniły fatalny błąd i w końcu próbują odbudować to, co same zniszczyły. Szymon wziął urlop, a ja przestałam odbierać telefony.
Po tygodniu spróbowałam zadzwonić do Tomka. Chciałam usłyszeć, jak czuje się nasza córka, bo mimo wszystko to był jej ojciec. Ale on odrzucał połączenie. Raz, drugi, setny.
Wyglądało na to, że po tym wszystkim łatwiej im było zrozumieć siebie nawzajem, niż wybaczyć tym, którzy doprowadzili do całej tej sytuacji. Brat dogadał się z bratem, a my zostaliśmy z tym wszystkim sami. Gdy próbowałam porozmawiać z Anetą, ona również nie chciała rozmawiać. Powtarzałam jej, jak bardzo mi przykro, że nic nie powinnam jej zrobić, a ona powiedziała tylko, żebym nigdy więcej się do niej nie odzywała.
Wtedy wróciłam do sąsiadów po nasze rzeczy i zobaczyłam, że dom jest zamknięty. Sąsiadka z naprzeciwka wytknęła głowę przez drzwi i powiedziała, że Tomek i Aneta wyjechali. Nachyliła się i powiedziała ciszej, że ciężko byłoby ich znaleźć, i że nie mamy czego szukać. Skończyło się.
W jednej chwili poczułam wielką ulgę. Ale było też straszne uczucie pustki. Wyszliśmy z Szymonem na dwór, do naszego niedokończonego ogrodu. Patrzyłam na to, co zrobiliśmy, i nagle zrozumiałam, że nie ma już miejsca na marzenia.
Zostaliśmy sami. Z karą, którą sami sobie wymierzyliśmy. Bo skoro wszystko oparte na kłamstwie prędzej czy później się rozpada, to i my musieliśmy zmierzyć się z tym, co zrobiliśmy. Przez cały ten czas myślałam, że chronię Szymona przed samotnością, a tak naprawdę skazywałam nas na jej zupełne wyczerpanie.
Zostaliśmy sami. I chociaż trzymałam go za rękę, to po raz pierwszy w życiu poczułam, że dookoła mnie jest zimno. Wysoko, niebotycznie wysoko. I że to wszystko jest ceną za sześć lat kłamstwa.
Zapłaciliśmy ją w całości. Wychodząc z domu, odwróciłam się na progu. Szymon wciąż stał przy oknie, zgaszony.
Wsiadł do samochodu i odjechał.